Grupa kapitałowa to ciekawe zagadnienie w prawie przetargowym.

Sama w sobie nie jest działaniem niedozwolonym. Wykonawcy są zobowiązani, aby zadeklarować przynależność do grupy. Kiedy pozostają jej członkami, co powinno wyjść na jaw wraz ze złożonym przez nich oświadczeniem, mogą nadal składać ofertę.

Sytuacji wzajemnych powiązań pomiędzy osobami i firmami nie da się zamknąć w z góry opisanych ramach. Tak zresztą definicję grupy intepretują sądu i Krajowa Izba Odwoławcza. Wtedy, kiedy związki są nieoczywiste, aż kusi chęć ukrycia wzajemnych zależności.

Teraz zachęta będzie moim zdaniem jeszcze większa.

Zgodnie z ustawą przetargową, członkowie grupy mogą złożyć odrębne oferty w postępowaniu. Jeżeli zdecydują się na taki krok, to muszą wykazać, że nie godzi to w uczciwą konkurencję. Mówiąc prościej, że, ubiegając się o zamówienie, nie zamierzali rozlokować się na kilku pozycjach, tak aby jeden z nich wygrał. Zakres koniecznego wytłumaczenia zmienił się. Przeszkoda jest teraz inna do pokonania, niż to było poprzednio.

Ustawa z 2004r. nakazywała członkom grupy kapitałowej udowodnienia, że

istniejące między nimi powiązania nie prowadzą do zakłócenia konkurencji w postępowaniu o udzielenie zamówienia

Ustawa z 2019r. nakazuje członkom grupy kapitałowej udowodnienia, że

przygotowały te oferty lub wnioski niezależnie od siebie.

Stare przepisy posługiwały się szeroką kategorią. Można było na wiele sposobów wykazywać, że konkurencja nie cierpi na złożeniu odrębnych ofert.

Jak widać, teraz trzeba udowodnić bardzo jednostkową, wąsko opisaną okoliczność. Chodzi o „niezależne przygotowanie ofert”.

Czy to się w ogóle da wykazać?!

Zapewne tak, ale wychodzi o wiele trudniej, niż było poprzednio. Wygląda mi to wręcz na obowiązek przekonania zamawiającego, że nie jest się wielbłądem.

Życzę powodzenia!

***

Przestrzegam przed unikaniem przekazania informacji, że grupa kapitałowa pojawia się w przetargu. Jej utajnienie będzie bowiem samoistną podstawą do wykluczenia oferentów z postępowania. Skoro nie przekazali zamawiającemu prawdziwej informacji, tym bardziej nie udowodnili, że ich oferty są niezależne. To wystarczy, aby od razu pozbawić ich prawa do udziału w przetargu.

 

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 609 666 103
e-mail: lukasz.bak@jaskot-bak.pl

Prawo do skargi

Ten, kto przegrał sprawę w Izbie Odwoławczej, ma prawo do wniesienia skargi na wyrok KIO. Zanim weszła w życie nowa ustawa, zaskarżeniami zajmowały się sądy okręgowe właściwe dla siedziby zamawiającego. Mogły to być zatem zarówno jednostki w większych ośrodkach (np. Sądy Okręgowe w Gdańsku, w Lublinie, we Wrocławiu), jak i mniejszych (Sądy Okręgowe w Koszalinie czy w Kaliszu).

Specjaliści od zamówień publicznych narzekali, że taki sposób rozpatrywania skarg powoduje niejednolite stosowowanie ustawy. Sędziowie mieli rzadko okazję zajmowania się przetargami, a kiedy skargi już do nich trafiły, potrafili w sposób niejednorodny w skali kraju ją stosować. Brakowało im, zapewne szczególnie w mniejszych miastach, odpowiedniego doświadczenia i znajomości dziedziny.

Zmiana reguł

Od stycznia sytuacja wygląda inaczej. Niezależnie od tego, gdzie toczył się przetarg, skargi na wyrok KIO przysługują już tylko do Sądu Okręgowego w Warszawie. Skargami zajmuje się wydział XXIII.

W trakcie oczekiwania na wejście w życie ustawy Ministerstwo Sprawiedliwości sygnalizowało przygotowania do tego, aby sąd warszawski mógł poradzić sobie z napływem nowych spraw.

Szybkość procedowania

Nie mam wiedzy na temat tego, jak skuteczne okazały się te działania. Wiem jednak, że Sąd Okręgowy w Warszawie jest jednym z najbardziej obłożonych pracą sądów w Polsce. Przyczyny są różne, w tym rozpoznawanie idących w tysiące spraw frankowiczów. Rzeczpospolita donosiła jesienią, że stanowią one aż do połowy spraw w wydziałach cywilnych.

Na wyznaczenie pierwszej rozprawy czeka się miesiącami, na przekazanie pozwu stronie przeciwnej – podobnie. Sam kilkukrotnie się o tym przekonywałem. Nie ma to niczego wspólnego z efektywnym wymierzaniem sprawiedliwości. Nie jest to wina sędziów, ale warunków (iście polowych), w których przyszło im pracować. Taka jest prawda o „reformie wymiaru sprawiedliwości”.

Jeżeli do wspomnianego obciążenia dojdą teraz sprawy ze skargi na wyrok KIO, a Sąd Okręgowy w Warszawie nie zostanie wzmocniony nowymi etatami lub elektronizacją, wnoszenie skargi na wyrok KIO będzie fikcją. W przetargach bowiem szczególnie liczy się czas i szybkość wydania wyroku.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 609 666 103
e-mail: lukasz.bak@jaskot-bak.pl

Na swoim blogu prawowlesie.pl poruszałem kiedyś kwestię tego, w jakim stopniu za prawidłowość wystawionej gwarancji wadialnej odpowiada gwarant. Miałem na myśli sytuacje, w których dokument gwarancyjny zawiera błąd dyskwalifikujący ofertę.

Chyba mogłem przypuszczać, że wrócę do tego tematu, kiedy zaczną obowiązywać nowe przepisy przetargowe…

W tym miejscu od razu wskazówka i uwaga – zalecam daleko idącą ostrożność w składaniu gwarancji wadialnych w związku z obowiązywaniem ustawy z 2019r. Szczególną uwagę zwróć na dokument wtedy, kiedy wystawcą jest niewielka instytucja bankowa. Tam bowiem łatwiej o błędy.

Oto scenariusz z ostatnich tygodni.

Przetarg toczy się wedle nowych reguł prawa. Wpływa w nim kilka ofert. Klient, zlokalizowany pod względem ceny na dalszej pozycji, zwraca się o dostęp do dokumentacji konkurencji. Analizuję tę ofertę i okazuje się, że wadium zostało zabezpieczone w postaci bezgotówkej. Gwarancja wadialna jest jednak sporządzona na wzorze, który jeszcze kilka tygodni temu nie wzbudziłby żadnych wątpliwości. Wskazano w niej bowiem, że wypłata wadium nastąpi w przypadkach, gdy zamawiający uzyska prawo do zatrzymania na podstawie ustawy z 2004r. 

Ta ustawa już jednak nie obowiązuje. Przetarg, w którym złożono ofertę żądzi się innymi zasadami. Nigdy zatem nie dojdzie do sytuacji, w którym gwarant odblokuje środki pieniężne. Tym samym, zamawiający nie ma pewności że je otrzyma. Powiem więcej, mógłby mieć pewność, że jego żadanie zapłaty pozostanie bezskuteczne.

Wniosek – oferta nie została w ogóle zabezpieczona wadium i podlega odrzuceniu. Nie ma szans na naprawę dokumentu i rywalizację o zamówienie. Gwarancja wadialna do niczego się nie nadaje!

Jak widać, przyzwyczajenie do stosowania opracowanych wcześniej dokumentów może skończyć się boleśnie. Namawiam Cię zatem do tego, abyś każdorazowo sprawdził/-a wystawioną gwarancję wadialną przez złożeniem jej wraz z ofertą.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 609 666 103
e-mail: lukasz.bak@jaskot-bak.pl

Gdybym miał udzielić odpowiedzi na to pytanie wyłącznie we własnym interesie, oczywiście byłaby ona pozytywna.

Ten blog służy jednak patrzeniu na świat także z punktu widzenia klienta – przedsiębiorcy, a nie jego prawnika. Jeżeli z takiego miejsca przyjrzymy się pytaniu, to odpowiedź zaczyna się zmieniać.

***

Mówimy o sytuacji, w której otrzymujesz wezwanie w sprawie rażąco niskiej ceny.

Różnie bywa z treścią tych wezwań, ale powinny być maksymalnie szczegółowe.

Bywają takie, w których zamawiający pokazuje dokładnie, o które elementy składowe (jeżeli z takimi mamy do czynienia) ceny chodzi. Bardziej ambitni zamawiający żądają precyzyjnych informacji odnośnie wskazanych przez nich czynników cenotwórczych – kosztów wykonania. Im większa szczegółowość pisma, tym lepiej dla instytucji prowadzącej przetarg. Trudniej przy tym oferentowi sprowadzić swoją odpowiedź do banałów i ogólników.

***

I tu przechodzimy do roli adwokata w omawianej procedurze. Otóż nazwałbym ją przewrotnie „podwykonawczą”. Cóż może bowiem zrobić adwokat, kiedy w telefonie zabrzmi prośba:

„Mecenasie, jest wezwanie w sprawie rażąco niskie ceny. Trzeba napisać pismo.”?

Powinien odpowiedzieć pytaniem:

„Jak je napisać?”

Chodzi o to, że bez konkretnych danych wykonawcy, pomoc prawnika okaże się jałowa. To nie bowiem sztuka przytoczyć liczne orzeczenia, a na koniec wesprzeć korespondencję cytatem z jakiejś prawniczej książki.

Odpowiedź na wezwanie w sprawie rażąco niskiej ceny musi być rzeczowa. Powinny w niej się znaleźć maksymalnie szczegółowe informacje o tym, jak skalkulowałaś/-eś ofertę, dlaczego przyjęłaś/przyjąłeś taką, a nie inną wydajność pracy, jaki zysk masz zamiar osiągnąć. W pismach, które przygotowuję, sięgam po wyliczenia, posługując się także arkuszami kalkulacyjnymi. Dane, które tam wprowadzam dostarcza jednak Klient.

Uwaga, to nie wszystko. Ustawa mówi, (a za nią – wzywają zamawiający) żeby swoje kalkulacje udowodnić. Trzeba zatem sięgnąć pod dokumentację źródłową w firmie, aby ustalić, ile i jakich kosztów będziesz ponosił/-ła, jeżeli podejmiesz się danego zamówienia. Wszystkie tego typu informacje są zgromadzone u Ciebie, a nie w kancelarii prawnej.

Adwokat będzie na tym etapie instruował, dopytywał, analizował – po prostu zawracał Ci głowę.

Kiedy zyska pewność, że wszystkie istotne dane są zebranę, w końcu siądzie to napisania oczekiwanego pisma.

***

Z galerii Żony:

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 609 666 103
e-mail: lukasz.bak@jaskot-bak.pl

Przetargi będę toczyły się już tylko w formie elektronicznej. Przychodzi mi do głowy kilka roboczych wskazówek dotyczących tego, jak złożyć ofertę elektroniczną.

Uwagi wynikają z własnych doświadczeń oraz praktyki oferentów, czasami niestety także błędów okupionych utraconą szansą na zamówienie.

Zaczynamy!

  1. Zanim ostatecznie przystąpisz do przetargu, przetestuj platformę przetargową, którą wybrał zamawiający. Możesz spokojnie wysłać za jej pośrednictwem próbną ofertę, choćby czystą kartkę. Przechodząc przez wszystkie stopnie wysyłki dostrzeżesz trudności i dowiesz się, jak im zaradzić. W razie potrzeby, możesz z wyprzedzeniem skontaktować się z zamawiającym lub operatorem platformy celem wyjaśnienia wątpliwości.
  2. Bądź uważna/-y przy nazywaniu plików, które tworzysz (formularz, JEDZ, zobowiązania firmy trzeciej itp.). Nazywaj je tak, abyś wiedział/-a, że nadają się do już do podpisania, jeszcze do uzupełnienia, albo są gotowe do wysłania. Na końcu, finalizując wysyłkę, unikniesz pomyłki przy wgrywaniu właściwych dokumentów.
  3. Korzystaj z rozszerzenia „-sig” pokazującego się w nazwie podpisanego pliku. Dzięki niemu po nazwie dostrzeżesz, że plik jest podpisany i będziesz wiedział/-a, że to właśnie ten ma trafić do zamawiającego.
  4. Wykorzystuj tylko wewnętrzną formę podpisu elektronicznego, abyś nie musiał/-a pamiętać, że oprócz pliku, który podpisujesz, przesłać należy także zewnętrzny plik podpisu. Po co nadmiernie mnożyć liczbę kwitów do wysłania, skoro i tak bywa ich za dużo.
  5. Korzystaj ze znaku graficznego podpisu (instrukcja dla Szafira – tutaj). Dzięki niemu łatwo sprawdzisz, że dany dokument nosi już Twój podpis.
  6. Stwórz odrębne katalogi (foldery), w których będziesz zapisywał/-a dokumenty na poszczególnych stadiach ich przygotowywania np.: „ostateczne dokumenty do wysyłki”, „dokumenty przeznaczone do podpisu” itp. Na koniec sięgniesz po ten folder, z którego na pewno wgrasz odpowiednie pliki, a nie te, które powstały po drodze i nie są końcowym efektem pracy. Dla przykładu, na platformie zakupowej należy wgrać jednocześnie wszystkie pliki, więc lepiej, aby znajdowały się jednym folderze.

Powyższa lista nie jest wyczerpująca i postaram się ją sukcesywnie uzupełniać.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 609 666 103
e-mail: lukasz.bak@jaskot-bak.pl